Zimą na rowerze

Po lecie nie zostało nawet śladu. Ten sezon można zaliczyć do udanych. Trzy długie turystyczne wyjazdy, kilka tysięcy nakręconych kilometrów, setki udanych zdjęć. Zimą będzie co wspominać. Chwileczkę. Dlaczego zimą mamy tylko wspominać o jeździe rowerem ? A może tak wybrać się na jeszcze jedną krótką trasę, coś zobaczyć, zwiedzić Przecież niedaleko jest ten zamek, który zawsze odkładaliśmy na potem. W zimowej scenerii będzie wyglądał pięknie. Decyzja więc zapadła. Jedziemy i niech się dzieje co chce.
Rowerowa jazda w zimie jest nieco inna od tej w cieplejszej porze roku. Jest specyficzna. Trzeba się jej uczyć i zdobywać doświadczenie. Tylko tak osiągniemy biegłość i mistrzostwo. Na pewno nie obędzie się bez ofiar i strat. Jak je zminimalizować, opisze poniższy tekst.
Pierwszą rzeczą jest skompletowanie ekwipunku na mrozy. Nie będzie to trudne zadanie. W sklepach sportowych i specjalistycznych rowerowych znajdziemy wszystko co potrzeba. Także sklepy turystyczne zaoferują coś odpowiedniego.
Priorytetem jest ochrona głowy przed chłodem. Konieczna będzie dobra czapka. Już lepiej wyjechać w krótkich spodenkach niż bez niej.
Następnie korpus. Wiatroszczelna kurtka i kilka warstw ubrań pod spodem w zależności od temperatury. Jest to tak zwany ubiór na cebulkę. Zasada jest taka, że trzeba się ubrać odrobinę za cienko, żeby odczuwać delikatne zimno w spoczynku. Jak już zacznie się jechać, to organizm się rozgrzeje i będzie ciepło.
Równie ważne są dłonie. Można kupić specjalne rękawiczki rowerowe stosowane w zimie. Równie dobrze sprawdzą się rękawice narciarskie, jednak mogą trochę utrudniać obsługę manetek i klamek hamulcowych.
O długich spodniach nie trzeba wspominać. Lepiej, żeby były ocieplane i chroniły kolana przed przewiewaniem. Inaczej można się wykluczyć z następnego turystycznego sezonu.
Ostatnią rzeczą są buty. Najlepiej mocne, z grubą podeszwą. I nieprzemakalne. Gdy niestety takie nie będą, z pewnością to dotkliwie odczujemy jadąc na mrozie w przemoczonym obuwiu. Pod nie koniecznie dwie pary skarpet. Można nawet więcej.
Zakup całego sprzętu to nie mały wydatek, ale jest to inwestycja na lata i nie raz się przyda.
Gdy mamy już zimowe wyposażenie, można ruszać. Jeszcze tylko zniżyć ciśnienie w oponach dla lepszej przyczepności na drodze i turystyczne szlaki w zimowym stroju są nasze.
Nie zrażajmy się pierwszymi niepowodzeniami. Z pewnością nie obejdzie się bez upadku. Zaspy ze śniegu, plus ukryty lód do niebezpieczne połączenie. Jeżeli w lecie nie jeździcie w kasku na głowie, to w zimie warto jeszcze raz to przemyśleć. Upadek na lodową powierzchnię może się źle skończyć.
Gdy temperatura osiąga naprawdę niskie wartości, zostawcie rower w spokoju. Jazda przy minus dwudziestu stopniach to już żadna frajda.
Przejeżdżając przez miasto unikajmy sypanych solą ulic. Nie jest to najlepszy dodatek do mechanizmów w rowerze. Po takiej przejażdżce łańcuch może nabrać ciekawego koloru…
Tak w ogóle to warto mieć gorszy rower na zimę, a drugi, lepszy niech czeka do wiosny.