Turystyka ekstremalna

Czasami zwykła asfaltowa droga i namiot nie wystarczą. Niektórzy chcą dotrzeć rowerem tam, gdzie nawet bez niego rzadko się chodzi. Są to turyści poszukujących mocnych wrażeń i niesamowitych widoków. Zadziwiają swoimi pomysłami całe otoczenie. Przygotowują się do ekspedycji najlepiej jak tylko można i ruszają udowodnić, że wszystko jest możliwe.
Pierwszym przykładem jest podróżowanie po wodzie. Tylko, że takiej zamarzniętej. Z oczywistych względów odbywa się to w zimie, przy dużych mrozach. Wybiera się jakiś zbiornik wodny o dużej powierzchni, sprawdza grubość pokrywy lodowej i można ruszać. Żeby jechać sprawnie po śliskiej powierzchni, rowerzyści zakładają opony z kolcami. Ponieważ takie gotowe do kupienia w sklepie są zbyt drogie, często wykonują je sami. Wystarczy stara opona i kilkaset metalowych wkrętów. Na tym da się jechać. Przykładem lodowej turystyki rowerowej z tego roku jest przejazd po zamarzniętym zalewie wiślanym do krynicy morskiej. Udało się i to wielokrotnie. Nasz kraj obfituje w wiele możliwości realizacji jazdy na lodzie. Wielka ilość jezior bardzo temu sprzyja.
Innym powiązanym z tym przykładem jest podróż na Syberię w zimie. Co więcej kilku śmiałków, którzy się na to odważyli, napotkało tam miejscowych fanów rowerowania i wspólnie odbywali przejażdżki po okolicy. Tylko specjalny ubiór ratował przed wychłodzeniem organizmu i przed odmrożeniami.
Nie jest to jeszcze najbardziej ekstremalny sposób poznawania świata na rowerze. Bardziej zwariowania jest jazda po ziemią. Pewna grupka turystów wybrała się pojeździć w opuszczonych korytarzach kopalni. Dobre oświetlenie i kaski na głowę zapewniły bezpieczeństwo. Emocje na pewno były wielkie, kiedy nie wiadomo co się czai za rogiem. Żeby tak jeździć, trzeba naprawdę być bardzo zdesperowanym i zdecydowanym na wszystko. Trzeba się liczyć z możliwymi obrażeniami.
Następny przykład to jazda w wodzie. Na przykład wzdłuż płytkiego strumienia. To nic, że obok przebiega normalna droga. Tak jest fajniej i ciekawiej. Zapewne będzie co wspomina. Podczas pedałowania stopa znajdująca się w dolnym położeniu na chwilę znika pod wodą. Koła są zanurzone aż po ośki. Opór jest znaczny, ale jakoś się jedzie. Byle się nie wywrócić. Jednak często nie widać co się kryje na dnie i o upadek nie jest trudno. Dlatego lepiej zafundować sobie taką przyjemność w porze letniej.
Sporą atrakcją na którą każdy sobie może pozwolić jest nocna jazda. Świat po zmroku staje się zupełnie inny i te szlaki które doskonale znamy, nagle zostaną odmienione. Będziemy zaskoczeni jak wszystko jest nowe i atrakcyjne na takiej oklepanej ścieżce. Jedynym warunkiem do spełnienia jest posiadanie dobrego oświetlenia. Nie taniej lampki za kilkanaście złotych, a prawdziwej lampy, szczególnie jeżeli zamierzamy jeździć w terenie. Jest jeszcze jedna zaleta nocnej jazdy. Górki pokonamy szybciej niż zwykle. Po ciemku nie widać jak stromy jest podjazd i w efekcie psychika człowieka nie reaguje na niego jak za dnia.
Podane przykłady to tylko kilka nietypowych zastosowań roweru w turystyce. Dzięki nim na nowo odkryjemy frajdę z jazdy.