Rowerowa turystyka górska
W życiu każdego wszechstronnego turysty przychodzi taki moment, że ma już dosyć nudnych nizin i ciągłego wleczenia się po w nieskończoność prostej drodze. Ile można słuchać brzęku much nad głową. Tekst ten nie ma na celu znieważenia typowej turystyki rowerowej z sakwami, ale ma pokazać alternatywę dla niej. Taką, która będzie odskocznią na jakiś czas, by potem powrócić i na powrót odkrywać uroki sakwiarstwa. Rutyna może zabić najpiękniejsze nawet doznania. Trzeba więc z nią walczyć. Jaki sposób będzie najlepszy ? Przeciwieństwo.
Przeciwieństwem dla jeżdżenia z tobołkami po asfaltowych drogach, jest wyjazd w teren z plecakiem. Terenem tym najlepiej niech będą góry. Jest to zupełnie inny sposób jeżdżenia, do którego trzeba się przyzwyczaić. Aby zminimalizować szok jaki może nadejść po zetknięciu się z rzeczywistością, należy być przygotowanym na najgorsze.
Po pierwsze ważny jest wybór roweru. W ciężkim terenie dodatki turystyczne, takie jak bagażnik i pełne błotniki tylko przeszkadzają. Nóżka także będzie zbędna. Rower powinien być odchudzony maksymalne. Ale bez szaleństw. Tylko tyle, żeby zachować jego normalną funkcjonalność. Oczywiście najlepszy będzie typowy góral. Amortyzator z przodu też, będzie nieodzowny.
Jeżeli mamy już rower, czas na resztę ekwipunku. Ubrania weźmy takie, które będą najbardziej funkcjonalne. Jednak kilka różnych kompletów nie wejdzie do plecaka. Konieczny jest ostry rygor. Nic ponad to, co jest potrzebne.
O namiocie zapomnijmy. Waży kilka kilogramów i nikt go na plecach woził nie będzie. Wystarczy lekka karimata i śpiwór. W razie deszczu, dobrym wyjściem będzie lekka płachta biwakowa. Może nią być sam tropik od namiotu.
Ogólnie podczas pakowania trzeba stosować zasady lekkiej turystyki.
Zastanawiacie się pewnie po co to wszystko. Otóż w terenie najlepszym rozwiązaniem jest plecak. Tradycyjne sakwy bardzo obciążają rower, czyniąc go mało zwrotnym. Będąc w górach natkniemy się na mnóstwo korzeni, kamieni i innych rzeczy wyrastających nagle na naszej drodze. I to wszystko pędząc ostro w dół. Torby na bagażniku nie pozwolą na manewrowanie i nagłe skręty. Tylko plecak będzie dobrym rozwiązaniem. Dlatego właśnie trzeba w pakowaniu przyjąć minimalistyczny wariant. Każde pół kilograma na plecach będzie odczuwalne. Po całym dniu naprzemiennego podjeżdżania pod górę i zjeżdżania w dół, możemy nie mieć siły na nic więcej. Do tego ten ciężki plecak… Może odechcieć się wszystkiego. Idealną sytuacją gdy na plecach nie mamy więcej niż pięć do sześciu kilogramów.
Niektóre rzeczy możemy przełożyć na rower. Sami się trochę odciążymy. Pomocne będą w tym wszelkiego rodzaju torebki podsiodłowe, czy pod ramę. Możemy także niektóre elementy przykleić bezpośrednio do ramy. Użyjemy w tym celu taśmy klejącej. W taki sposób rower może sam wozić swoje rzeczy. Zapasowa dętka, pompka, klucze, jakieś elementy dodatkowe. To wszystko można tam zamieścić.
Tak przygotowani wyruszymy na wprawę inną niż wszystkie. W terenie nie zrobimy wielu kilometrów. Jednak widoki i zmęczenie na koniec dnia będą bezcenne.