Turystyczne gotowanie

O konieczności spożywania posiłków wiedzą wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli do czynienia z długotrwałym wysiłkiem fizycznym. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów na rowerze ze znacznym obciążeniem, ma się ochotę zjeść przysłowiowego konia z kopytami. Jednak kiedy już się zatrzymamy i z głodu chcemy chwycić cokolwiek, mało kto ma jeszcze ochotę na całą procedurę gotowania. Przecież to dodatkowy czas zmarnowany. I także energia w to włożona. Co więc zrobić, aby się najeść szybko, smacznie i na ciepło. Trzeba trzymać się kilku zasad.
Kiedy już zajedziemy na miejsce obozowiska, od razu podłączamy kuchenkę i wstawiamy wodę do gotowania. O kuchenkach turystycznych będzie za chwilę. W czasie gdy woda się grzeje, możemy rozbijać obozowisko, czyli rozkładać namiot, znaleźć drewno na wieczorne ognisko i wszystkie pozostałe sprawy z tym związane. Robimy to po to aby nie myśleć o głodzie. I też dlatego, że później nie będzie się nam chciało. Kiedy woda wrze, wrzucamy składniki strawy. Najszybszy i najbardziej pożywny będzie makaron. Do tego jakiś sos i pierwsze danie gotowe. Gdy zaspokoimy pierwszy głód, możemy przystąpić do wymyślnych dań. Przy palącym się ognisku i powoli zapadającej ciemności, będziemy mieli na to mnóstwo czasu.
Na czym to wszystko przyrządzać ? Najbardziej praktyczną wydaje się butla z gazem. Oczywiście nie chodzi o taką dużą, kilkukilogramową. Kto by to zabrał na rowerze ? Najlepsze będą niewielkie naboje z przykręcanymi kartuszami. Łatwość rozpalenia i regulowania płomienia powodują, że wielu turystów je wybiera. Do tego płomień dający dużo ciepła i skracający czas gotowania. Wadą jest cena nabojów gazowych i to, że nie wszędzie je można dostać. Trzeba więc od razu zabrać dostateczną ilość.
Inną kuchenką jest stary, przetestowany przez pokolenia turystów palnik benzynowy. Jego ogromną zaletą jest niemal bezproblemowa dostępność zapasów do kuchenki. Możemy kupić benzynę na stacji paliw, denaturat w sklepie przemysłowym, rozpuszczalnik lub cokolwiek innego płynnego i palącego się. Wystarczy szczelna butelka i możemy przewozić paliwo. Wadą będzie nieprzyjemny zapach benzyny rozchodzący się wokół. Chodzą także słuchy, że tego typu kuchenka lubi się zapychać zanieczyszczeniami i rozgrzana wybuchać. Dlatego warto być ostrożnym i pilnować jej stanu.
Ostatnim systemem, jest sposób bezkuchenkowy. Jest to zwyczajne ognisko, tyle, że małe, dostosowane do gotującej się potrawy. Nic nie kosztuje i materiał można znaleźć wszędzie. Tyle, że nie wszędzie należy je rozpalać. Trudno także odpowiednio regulować płomień. Do tego potrzeba doświadczenia. Ogromną zaletą jest niepowtarzalny smak przyszykowanych potraw. Nic nie smakuje lepiej niż jedzenie z naturalnego ognia, na łonie natury, przy zapadającym zmierzchu, po ciężkim dniu na podróżniczym szlaku. Dla takich chwil właśnie wyrusza się w trasę.
Jedzenie podróżnicze nie musi wyglądać wykwintnie. Może być proste i zwyczajne. Ważne, aby było pożywne. Resztę dopełnią okoliczności w jakich je spożywamy.