Wyjazd weekendowy
Weekend zaczyna się w piątek zaraz po wyjściu z pracy i kończy w niedzielę bardzo późnym wieczorem. Najczęściej jest przeznaczany na różnego rodzaju prace domowe, które nie zostały wykonane w ciągu tygodnia, wyjścia do kina, robienie wielkich zakupów, porządków czy też miliona innych rzeczy których jak się większości wydaje nie można nie wykonać. A gdyby tak ten jeden spędzić inaczej ? Nie przejmując się niczym wsiąść na rower i pojechać daleko przed siebie. Czy wiesz, że w tak pozornie krótkim czasie można pokonać trasę do trzystu kilometrów ? Toż to kawał świata ! Wprawni rowerzyści mogą się pokusić na więcej.
Najlepszą propozycją, pozwalającą zobaczyć najwięcej, jest wspomożenie się koleją. Wsiadając w pociąg w swojej miejscowości można pojechać trzysta kilometrów dalej. Nawet nie marzyłeś o takiej odległości, prawda ? To pozwala zupełnie zmienić środowisko i krajobraz. To co wydawało się, że jest zbyt daleko, jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki. I to wszystko w trzy dni.
Tak więc wymyśl sobie w którą stronę kraju chcesz jechać, wybierz odpowiedni pociąg i jedź. Zapakuj się najlepiej w sakwy. Trzy dni to jednak trochę czasu i sporo rzeczy będzie potrzebne. W plecaku może być niewygodnie. Będą przecież aż dwa noclegi. Warto o tym pamiętać. Kiedy już dojedziesz pociągiem na miejsce przeznaczenia, nadszedł czas na… powrót do domu. Tak, czas wracać. Tyle, że to trochę potrwa. I o to nam chodzi. Jadąc drogą powrotną zaliczajmy najciekawsze miejsca i rzeczy, które są według nas warte zobaczenia. Do tego gotujmy pod chmurką, biwakujmy i cieszmy się obozowym życiem.
Jeśli chodzi o noclegi to najlepszym wyborem będzie namiot. Zapewni największą swobodę i wybór miejsca na nocleg. Ci, którzy mimo wszystko nie mogą się przełamać i mają wewnętrzne opory przed takimi spartańskimi warunkami mogą oczywiście korzystać z oferty bardziej cywilizowanych baz noclegowych. Koszty trochę wzrosną, ale i komfort także. Wszystko w myśl zasady: na wyprawach do niczego się nie zmuszać. Obowiązkowym punktem dnia będzie ognisko. Prawdziwego włóczykija poznać można po zapachu dymu. Tylko nie zapomnijcie go ugasić kiedy idziecie spać.
Warto odwiedzać wszelkiego rodzaju muzea, skanseny i wystawy. Dzięki temu zyskamy informacje o regionie po którym się poruszamy. Spróbujmy miejscowych specjałów, a najlepsze zabierzmy ze sobą do domu. Później damy ich skosztować naszym znajomym, może też kiedyś z nami pojadą.
Nie spiesząc się, ale kontrolując pozostały dystans powoli zbliżamy się do miejsca zamieszkania. Coraz więcej terenów rozpoznajemy, może nawet kiedyś już tu byliśmy podczas wycieczki jednodniowej. Ostatnie dwadzieścia cztery godziny wykorzystajmy na odpoczynek. Mając już wiele kilometrów w nogach i mnóstwo wrażeń w pamięci można trochę poleniuchować. Dystans ostatniego dnia rozłóżmy na małe odcinki. Nie pokonujmy go naraz. Kilka kilometrów i odpoczynek. Kilka kilometrów, widzisz ładne jeziorko, odpoczywasz. I tak w kółko. Kawałek po kawałku. Nawet nie zauważysz kiedy będziesz już w domu.